
Wiesz mamus pamietam jak pewnego wieczora opowiadalas mi o tym jak to bylo gdy mialas "nascie" lat. Ty i czworka Twojego rodzenstwa... Pamietam jak dzis historie cukierka... Na Wasza piatke byl tylko jeden... i trzeba bylo sie nim podzielic ... Wyobrazam sobie jak smakowac musial ten cukier... wyczekany, sprawiedliwie podzielony... jeden mial wystarczyc wam wszystkim... Widzisz kilka dni temu rozmawialam z nauczycielka szkoly dla tybetanczykow... mowi mi ... urodzilam sie w Tybecie i gdy bylam bardzo mala dziewczynka udalo mi sie dostac kawalek czekolady... nigdy niezapomne jej smaku... zastanawiam sie ktore z dziedzi dzisiaj zdaje sobie sprawe ze szczescia jakie ma zjadajac kolejnego batonika... pozera go w minute i wyrzuca papier na ulice... za 5 min juz nie pamieta ze cokolwiek mial w rece... Mamus widzisz moim marzeniem jest wychowac dziec tak by docenialy kazda majniejsza "slodycz zycia", kazdego napotkanego czlowieka, ale... Trudna to szkola tak dla rodzicow jak dla dzieci w dzisiejszym swiecie... Wiem ze czasem trudno Wam zrozumiec moje zyciowe wybory, ale wiedz ze jesli szukam zycia prostego , nie w bogactwie ale w szczesciu to robie to dla siebie i moich dzieci... Boje sie dziecka ktore bedzie mi tupalo nogami ze mu czekolada niesmakuje... W kazdej podrozy jaka mi sie udaje zrealizowac rozumiem coraz doglebniej ze nie praca i pieniadz w czymkolwiek mi pomoga... Nie dyplomy uczelniane i doswiadczenie w CV... Ja chce sie nauczyc dobrze zyc... i zdaje mi sie ze by dzis to osiagnac czasem trzeba skrecic z "obecnie funkcjonujacej sciezki zycia"... Obserwuje ludzi, rodziny, kraje... Swiat idzie w zla strone... i nie zgadzam sie podazac jak owca za Swiatem... Nie zamierzam martwic sie o kredyty, szefa, oplaty, bol w plecach... Chce miec domek, prace ktora kocham, zycie dzielone z przyjaciolmi, kozy i gromadke dzieci biegajacych obok i marzenia ktore moge spelniac... Jestem na dobrej drodze by to sie udalo... te refleksje wystawiam na swiatlo dzienne bo choc kieruje ja do moich rodzicow - rownie gleboko pragne sie nia podzielic z Wami...
Pisze to wszystko moze dla tego ze jestem daleko do codziennej rzeczywistosci i z dystansu widze jak chorym pomyslem jest martwienie sie o przyszloszc... Nie martwcie sie ... nie ma potrzeby...
Gdyby ludzie tak nagle przestali sie martwic i zawierzyli sobie, czy Bogu jesli takiego maja, czy Naturze jesli w nia wierza... ile mniej byloby zazdrosci, nienawisci, stresu i innych parszywych emocji...
Jesli Bog istnieje to zawierzcie Bogu, jesli istnieje Przeznaczenie zawierzcie Przeznaczeniu, jesli nie ma ani jednego ani drugiego uwierzcie w siebie samych...
Chyba taka lekcje dostalam od Indii w tym tygodniu...
Dostalam ja od moich nauczycieli... spedzilam 2 tygodnie na szkoleniach o edukacje pokojowa... Bedzie mi ich brakowalo... Cale szkolenie dalo mi mase pomyslow i zaskoczylo mnie przezde wszystkim tym ze nie by to oficjanly zjazd na kotrym uczymy sie czegos , a potem wracamy do domu, szkol, lokalnych instytucji i nic sie nie zmienia... To byla prawdziwa lekcja potrzeby zmian... myslenia o tym kim jestesmy i co robimy w zyciu... Mysle sobie ze bardzo potrzeba takiej lekcji naszym nauczycieleom i wladzom lokalnym...
Zostalo nam jeszcze 3 dni w Delhi- wlasnie dokanczam moj kwestionariusz o rozumieniu "pokoju" dla nauczycieli ktory przeprowadze w Kerali i Adhra Pradesh ( na poludniu) na poczatku lipca.
W piatek jedziemy na Oboz Letni w gory z dzieciakami - prowadzimy te warsztaty zonglersko-teatralne.
Potem na tydzien jedziemy do wioski w ktorej mieszka 15 rodzin zajmujacych sie naturalnymi uprawami i ochrona lasow. Mamy nadzieje nauczyc sie co nieco o medycynie naturalnej. Po tych przyjemnych wakacjach jedziemy na poludnie kontynuowac badania.
Taki oto plan. Z nowosc to tyle ze Giom , pod moja nieuwaga , zakupil sobie Samosa (cos w rodzaju wielkiego smazonego pieroga) w ulicznym barze i pozarl go w pelnym sloncu. Wieczorem 39 goraczki i wymioty. Poszlismy do lekarza i dzis zdowy jak ryba biega na nowo po Delhi. a tyle razy mowilam mu "nie jedz samosa w barach ulicznych" no i co zrobic? Nauczony ta przykra przygoda ,teraz juz wiecej samosa nie ruszy! Mam nadzieje... Moje zdrowie w stanie nienaruszonym :)
Takie to wiesci tym razem moi drodzy...
Mam nadzieje ze dobrneliscie do konca moich wywodow...
Piszcie prosze co u Was, co myslicie o tym co pisze... pytajcie...
caluje Was mocno i do uslyszenia...
Wasza Stara Misia
Nie ma sensu sie martwic.
Jesli problem ma rozwiazanie - to nie potzreba zawracac sobie nim glowy,
jesli rozwiazania nie ma - to po co na sile go szukac?








